IV Szept Olbrzyma


Otworzyłam me drzwi
i wyszłam do świata.
Tyle czasu i dni
obca jest mi chata.

Śpię przez miesiąc w lesie,
rozpalając ogień.
Tak jak robią Rysie
Żyję sama sobie.

I choć świat jest duży
znajdźmy dzisiaj siebie.
Zanim noc mnie znuży
czekam tu na Ciebie.

     Musiałam zasnąć śpiewając. Leżałam przy rozpalonym ognisku, z którego dym unosił się nisko nad ziemią. Zrobiło mi się smutno, że siedzę tutaj sama kolejną noc. Od miesiąca marzę by odwiedził mnie jeszcze raz Luks Chcę by nauczył mnie więcej, pokazał mi świat jakiego nie widziałam. Poświęcam się temu pragnieniu uciekając każdej nocy z domu by czekać przy ognisku.
Patrzyłam na ogień i rozmyślałam. Wszystko dookoła wyglądało jak zatopione w czerni, wielkim cieniu Ziemi. Poza ogniem i dymem nie widziałam nic więcej, ale poczułam zapach świeżości, jakby ktoś rozwiesił pranie. Bardzo znajomy zapach. Podniosłam się z trawy i spojrzałam najpierw za siebie i na boki po czym skupiłam wzrok na przestrzeń za ogniskiem.
Po drugiej stronie majaczył się zarys ciała. Włochaty cień przemknął obok i z kłębki dymu wyłonił się Ryś. Uśmiechnęłam się na widok pyszczka Luksa.
- Czułam, że dzisiaj mnie nie zawiedziesz.
     Luks usiadł obok, a ja wtuliłam się w jego sierść. Choć złościłam się za to, że zjawił się dopiero po miesiącu, mając go przy sobie wszystkie złe emocje opadły. Teraz jedyne czego pragnęłam było poznanie dalszej historii, jednak nie wiedziałam jak rozpocząć rozmowę. Przed chwilą miałam miliony pytań, teraz wyłącznie mogłam skupić się na ogniu, który oprócz Luksa był jedynym rzeczywistym w tym momencie punktem.
- Luks, przyglądam się dymowi. Nie jest zawsze szary, teraz jest niebieski.
- A wiesz, że nisko unoszący się dym zwiastuje deszcz? To Twój żywioł, nie zapominaj o tym, szczególnie dzisiaj. Przedstawię Ciebie pewnemu bardzo ważnemu stworzeniu. Zabierze Cię w odległe miejsce, gdzie ja nie mogę się zapędzać. Masz moje słowo, że włos z głowy Ci nie spadnie.
- Istnieją takie miejsca gdzie Rysie nie mogą się zapędzać? A poza tym tyle na Ciebie czekałam.
- Tym razem, to nie jest moja opowieść. Pamiętasz swój ostatni sen? Przypomnę jeszcze raz istotną myśl: zaufaj żywiołom 
i wsłuchaj się w nie wszystkimi zmysłami.
- Jeżeli ostrzegasz mnie przed niebezpieczeństwem, to lepiej byś ze mną jechał.
- Nie ostrzegam, przygotowuję. Powtarzam również, że nie spotka Cię nic złego, jesteś chroniona przeze mnie i inne stworzenia. Moim i ich zadaniem jest pokazanie zalążka świata w którym żyjesz. Wszystko co Cię otacza jest stworzone dla Ciebie, z czasem nauczysz się to wykorzystywać. Póki co jesteś jeszcze za młoda.
     Ogień dogasał. Spojrzałam na zachód, gdzie powoli podążała noc. Nikłe światło ze wschodu odbijało się w wodzie jeziora. Za godzinę lub dwie wzejdzie Słońce.
- Domyślam się, że mamy mało czasu.
     Luks wstał, a ja razem z nim. Podeszliśmy do brzegu jeziora, w którym odbijało się groźne, granatowe niebo. Zza chmur wyłaniał się sierp Księżyca. Chciałabym tu zostać, w lesie z najlepszym przyjacielem, jednak nie przywiążę go tutaj. Poczekam na gościa i pozwolę Luksowi odejść. Poznanie dalszej historii jet teraz najważniejsze.
Po drugiej stronie jeziora czarne drzewa kołysały się na wietrze. Z koron wyleciały przestraszone ptaki. Luks kręcił się niecierpliwie jakby chciał już sobie iść.
     Poczułam drżenie. Gdzieś w mroku drżały liście i gałęzie. Czyżby szedł do nas nasz gość? Po dźwiękach wiedziałam
że zbliża się w naszą stronę bardzo duże zwierze.
Hałas zrobił się głośniejszy, by na chwilę wszystko ucichło, a zza brzozowych liści ukazał się wyniosły, piękny Koń. 
Nie mogłam ujrzeć jakiej jest maści i mimo że było ciemno stwierdziłam, że dawno nie widziałam tak czarownego stworzenia. W niebieskim świetle nieba Koń podszedł do nas spokojnie i delikatnie się ukłonił.
- Poznaj Dzikusa Cukinio.
- Przepraszam, kogo? - zapytał zdziwiony Koń podnosząc łeb.
- Uznałem, że w tej historii powinniśmy mieć imiona. Ja jestem Luks, choć mogłem zostać Rysiem. Tobie nadałem imię Dzikus.
- Zawsze przyjmujesz wyniosłą postawę. Luks!
- Mi się podoba – zwróciłam się do Dzikusa. - Miło mi Cię poznać.
- Mi również miło jest Ciebie poznać, Cukinio. Mimo nowego, dzikiego imieniem, w sercu jestem ciepłym i dobrym stworzeniem. Może dlatego, że nie boję się nowych sytuacji i przystosowuję się szybko, nie chowam się całymi dniami 
w kryjówce jak potrafią niektórzy. Prawda Luks?
- Jesteś najbardziej nieokiełznanym Dzikusem jakiego znam – Luks uśmiechnął się do siebie. Zauważyłam, że chciałby dopowiedzieć coś jeszcze, ale tylko potrząsnął głową. - Mamy mało czasu, niedługo wzejdzie Słońce. Zabierz Cukinię w umówione miejsce nie zatrzymując się po drodze.
- Mam tylko jedno pytanie – Chociaż powinnam mieć ich teraz wiele nauczyłam się nie pytać przed przygodą, bo nigdy 
nie wiem co ona przyniesie. - Czy to będzie niebezpieczna podróż? Nie chcę stanąć pośrodku wichury nie będąc przygotowana.
- Póki masz obok Dzikusa nic Ci nie grozi. A teraz wskakuj i uciekaj na kolejną przygodę możliwie najkrótszą do tej pory sądząc po porze nocy.
     Weszłam na Dzikusa, choć przy jego wzroście nie było łatwo. Na szczęście pomógł mi duży kamień na który stanęłam.
Gdy już wygodnie usiadłam, spojrzałam jeszcze raz na brzeg jeziora. Luksa już nie było i nie spodziewałam się, że zostanie dłużej machając mi na pożegnanie. To Ryś, zawsze będzie chodził własnymi ścieżkami.
Przylgnęłam do Dzikusa, który wyczuwając moją gotowość ruszył w głąb lasu. Nie poruszaliśmy się szybko, więc podjęłam rozmowę.
- O czym marzysz pędząc przed siebie? Ja od dłuższego czasu marzyłam o spotkaniu z Luksem, teraz chciałabym poznać dalszą część historii. Czy Ty też zawsze pędzisz do określonego celu?
- Nie zawsze. Moim marzeniem i celem jest być wolnym. Mimo, że spełniłem je bardzo dawno temu, nie chcę go gasić. Chcę przeżyć życie będąc wolnym. Mam też inne cele do których pędzę, jednak czasami zbaczam z kursu i ruszam tam gdzie wieje lepszy wiatr. Otwieram się na każdą chwilę. Jeżeli jednak pytasz o dzisiaj, to chcę pokazać Tobie piękno duszy pewnej osoby. Mimo wielkich możliwości zostania potężną Boginią, kobieta ta wybrała własny cel. Kobietą tą jest Twoja matka.
- Moja matka? Zrodziła się przecież jako Bogini Fauny.
- Twoja matka urodziła się w porze wiosennej jako najstarsza z córek Wiedźmy Lata. Gdy na świat przyszła czwarta córka Twojej babci, wiadome było, że każda z nich według tradycji oraz woli Bogów miała zostać poświęcona jako Wiedźma Pory Roku. Twojej matce przeznaczona była wiosna, jednak mimo posłuszeństwa i dobroci jakiej nosiła w sercu, nie czuła się gotowa na taką odpowiedzialność. Twierdziła, że czuje inne powołanie. Całe dnie spędzała wśród zwierząt i z czasem oddaliła się emocjonalnie od rodziny. Widocznie Twoja matka spodobała się Bogom, bo zmienili zdanie względem jej przyszłości. Twoja babka urodziła piątą córkę, która mogło zastąpić najstarszą siostrę nie naruszając tradycji. Zabieram Cię właśnie na miejsce, gdzie zobaczysz jak spełniają się marzenia. Twoja matka oraz jej cztery siostry otrzymają amulety 
od Bogów.
- Nie znałam tej historii, ale matka nie mówi o sobie dużo, szczególnie o swojej przeszłości.
     Dzikus zwolnił. W głębi lasu było jeszcze ciemno, a korony drzew przysłaniały niebo. Wzięłam głęboki wdech świeżości 
i starałam się uspokoić. Serce biło mi w piersi jak oszalałe i choć starałam się cokolwiek ujrzeć w ciemności, nie objawił mi się żaden ruch lub światło.
- Wsłuchaj się w świerszcze. Czujesz zapach nocy i wolności? Zwierzęta i cały las przenika teraz spokój i cisza. Mogą jedynie zwrócić uwagę na Twoje szalone bicie serca.
- Przepraszam, nie wiem czego się spodziewać.
- Spójrz na niebo. Za trzy dni nadjedzie nów. Wiesz jak ważne w naszym świecie jest Słońce i Księżyc. Tego dnia, gdy Twoja matka składała przysięgę była pełnia. To ważne, by odebrać magiczny kamień w tej samej fazie Księżyca, w której się urodziło. Przed kilkoma laty na tej łące w towarzystwie pełnego Olbrzyma pięć sióstr czekało na dar od Bogów.
     Powoli opuściłam wzrok. Na łące stało pięć młodych dziewczyn, jedna starsza kobieta, w której rozpoznałam babcię 
oraz pięć innych osób. Prawdopodobnie byli to Bogowie żywiołów. Cztery dziewczyny ubrane w białe, długie suknie, klęczały milcząco przed Bogami. Każda tak samo piękna i każda o innym wyrazie, tak jak inne są pory roku. Piąta dziewczyna ubrana w cielesną koszulę, kierowała twarz ku niebu. Z rękoma złożonymi do modlitwy, jako jedyna szeptała.
- Możemy podejść bliżej? Ciekawi mnie co mówi moja matka.
     Dzikus ruszył krok do przodu. Nie wiem czy to od poruszania się, ale przeszedł mnie zimny dreszcz, a powietrze zrobiło się rześkie jak przed burzą.
- Cukinio, nie możemy podejść bliżej. Też poczułaś ten zapach? Zbliża się deszcz, widocznie znaleźli nas Ci, których obecności wolelibyśmy unikać. Musisz wiedzieć, że przed takimi istotami chronią nas żywioły.
- Jakimi istotami?
- Niestety jeszcze nie wolno mi o nich z Tobą rozmawiać. Musimy stąd uciec.
     Dzikus gwałtownie ruszył dalej, a z nieba runął deszcz. Patrzyłam jak oddalamy się od matki i pozostałych, którzy mimo ulewy i przemakających ubrań zostali na swoich miejscach.
Pędząc przed siebie krople deszczu uderzały w moją twarz. Poruszając się wzdłuż lasu zauważyłam, że jest już jasno. 
Za chwilę powinno wzejść Słońce.
     Pomyślałam o matce od której uciekam każdej nocy od miesiąca. Choć gonię za swoimi marzeniami, nie chcę stracić z nią kontaktu. Tylko czy powinnam jej opowiedzieć o tym co widziałam? Tak jak ona, nie umiem dzielić się swoimi emocjami.
Chciałabym pędzić dalej i chciałabym wrócić do matki. Niech ten galop już się skończy.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

III Szept Olbrzyma

II Szept Olbrzyma

Obraz II