III Szept Olbrzyma
W
czerwcowy, ciepły wieczór patrzyłam na las, nad którym kilka
miesięcy temu zabłysły czerwone gwiazdy.
Obok mnie siedział mój najlepszy przyjaciel Luks. Najukochańszy i
najbardziej złośliwy Ryś jakiego poznałam.
-
Pamiętasz Cukinio cokolwiek z tego niezwykłego wieczoru?
-
Niestety doznałam wówczas tyle
nowych wrażeń, a
nie
znając wcześniej zjawiska jakim był wybuch czułam jednocześnie
zafascynowanie
i przerażenie. Luks, potrafiłbyś mi wyjaśnić
co
się dokładnie wtedy zdarzyło?
-
Oczywiście, tylko wcześniej przytul się do mnie mocno. Nie
wyjaśnię Ci
tego
słownie,
pokażę dokładnie jeszcze raz całe zdarzenie.
Nie
zdążyłam nic odpowiedzieć, gdy spowił nas gęsty pył, a jedynym
słyszalnym dźwiękiem był przeraźliwy szum jak wtedy
w listopadzie.
Znaleźliśmy
się przed werandą. Było
przeraźliwie gorąco. Mdliło
mnie od zapachu kurzu, hałasu i suchego powietrza. Luks
przytulił mnie mocniej i powiedział, że nie pozwoli, by stało mi
się cokolwiek złego. Kazał zamknąć mi oczy i wsłuchać się w
szum. Na skórze czułam powietrze,
wiejące na
przemian raz
gorące a raz
zimne. Próbowałam się w tym wszystkim odnaleźć. Przypomniał mi
się wir, który widziałam razem z Liskiem, z tą różnicą, że
teraz znajdowałam się w środku tego żywiołu.
Skupiłam
swoje zmysły. Udało mi się usłyszeć dziwne jęki, skrzypiące
drzewa...oraz czyjś śpiew, może bardziej melodię. Nie mogłam
tylko zlokalizować skąd dochodził,
czy
z wody, podziemi, czy z nieba. Rozchodził się zewsząd.
Otworzyłam
oczy. Niebieska mgła i gorące powietrze zastygło w powietrzu.
Światło, które się natężało stało się w pewnym momencie tak
silne, że mnie oślepiło. Mój organizm tego nie wytrzymał.
Wcisnęłam się mocniej w naelektryzowaną sierść Luksa i
zemdlałam.
Gdy
się obudziłam było przeraźliwie zimno. Spojrzałam na niebo, na
którym świeciło siedem czerwonych gwiazd. Oddalały się z
niezwykłą prędkością, aż zniknęły z horyzontu i zostawiły po
sobie chłód w tą ciemną noc.
Luks
odsunął się ode mnie, ale był na tyle blisko, że czułam jego
łaskoczącą mnie w ramie sierść.
-
Chciałem byś doświadczyła tego jeszcze raz. Powinnaś mieć teraz
więcej szczegółowych pytań – zaśmiał się widząc moją
przerażoną minę.
-
Niemożliwe, że Cię to bawi! Nie dałeś mi nawet czasu na
przygotowanie!
-
Jestem
tutaj by Ci coś pokazać.
Pamiętaj, że przy mnie nic Ci nie grozi.
Luks
miał rację. Ufam mu bezgranicznie.
-
Teraz, – odpowiedziałam – skoro byłam tak dzielna, opowiedz mi
o wszystkim. Skąd ten szum, wir, zmienna temperatura i
najważniejsze,
co to były za gwiazdy?
-
Widzisz jak pobudziłem Twoją ciekawość? – Luks uśmiechnął
się szczerze zadowolony z siebie. - Kilka milionów lat temu powstał
nasz świat. Zostało stworzone Słońce i Księżyc oraz planety i
gwiazdy, które obserwujemy na niebie. Wszystko to powstało podczas
Wielkiego Wybuchu, którego eksplozję słyszałaś w postaci szumu.
Te siedem czerwonych gwiazd, to było właśnie Słońce i Księżyc
i pięć planet.
Luks
wypowiedział ostatnie zdanie w szybkim tempie i zerwał się na
cztery łapy. Silny
wiatr uderzył w nasze ciała. Niebo zrobiło się groźne, gdy
zauważyłam na nim pioruny, raz za razem przeszywające powietrze.
Pomyślałam sobie, że na dzisiaj jest mi tego za dużo i to na
pewno kolejna zabawa Luksa. Jednak Ryś był bardzo poważny i jednym
ruchem zatrzymał mnie przed ucieczką.
- Cukinio! Poczekaj na deszcz! Deszcz i las dadzą Ci bezpieczeństwo!
Udało mi się ujrzeć w jego oczach błysk, mówiący, że przyszła chwila by zmierzyć się
- Cukinio! Poczekaj na deszcz! Deszcz i las dadzą Ci bezpieczeństwo!
Udało mi się ujrzeć w jego oczach błysk, mówiący, że przyszła chwila by zmierzyć się
z
czymś ważnym. Wzięłam głęboki wdech. Poczułam jak krople
deszczu
spadają na moje ramiona.
Gdy mocniej zaczęło padać poczułam ciepło i szczęście
rozchodzące
się po moim ciele.
Pobiegłam za Rysiem przez las na polanę pokrytą mchem. Patrząc na
krople deszczu starałam się zrównoważyć oddech. Gdy zrobiłam
się spokojniejsza, wszystko dookoła również ucichło. Usiedliśmy
na mchu. Powoli nastawał dzień.
-
Cukinio, jeszcze przed wschodem Słońca
spójrz na Księżyc. Wyjątkowe
jest to, że codziennie jest inny. Dzisiaj jest
trzy dni przed nowiem, jutro
będzie już inny, choć ciągle pozostanie Księżycem.
-
Nie mogę go znaleźć.
-
Poczekajmy chwilkę, zaraz
wzejdzie. Musisz wiele się
jeszcze nauczyć o sobie
i
o otaczającym Cię świecie. Możemy popatrzeć teraz na moja
ulubioną Gwiazdę Poranną.
-
Dlaczego ulubioną?
-
W świetle Słońca wszystkie gwiazdy gasną, ale Gwiazda Poranna
utrzymuje się najdłużej aż do pełnego wschodu Słońca. To
świadczy o jej sile.
-
Nie wiedziałam. Dziękuję, że mi mówisz o wszystkim. To teraz
możesz dokończyć o Wielkim Wybuchu, nie rozumiem, dlaczego
przerwałeś.
-
Ha ha. Cukinio, ja jeszcze nie
usłyszałem od Ciebie żadnego konkretnego pytania z obserwacji
wyniesionej z miejsca, do którego Cię przeniosłem.
Widzę, że jesteś jeszcze mokra
od deszczu. Możemy
cofnąć się jeszcze raz do
wybuchu, osuszysz się
i przy okazji bardziej
przypatrzysz zdarzeniu.
-
Przez Twoją złośliwość miałabym ochotę czasami wrzucić Cię w
serce takiego wybuchu.
-
Uwierz, że będziesz kiedyś
do tego zdolna. Doznawaj świata i pytaj o niego. Wszystko
dzisiaj miało znaczenie, nawet
deszcz.
Dzisiaj
nic więcej Ci nie powiem.
Zgłębianie
Wielkiego Wybuchu stanie się kiedyś jednym z ważnych dla Ciebie
zadań. Na
tą chwilę najważniejsze jest dla Ciebie do zapamiętania jedno:
wśród żywiołów jesteś bezpieczna.
Spojrzałam
na niebo. Księżyc w kształcie rogalika pojawił się nad
horyzontem. Pomyślałam ile w sobie skrywa jeszcze tajemnic. Wczesne
światło Słońca powoli rozświetlało las. Kropelki deszczu
połyskiwały na listkach drzew. Las mi świadkiem, że przeżyłam
dzisiaj coś magicznego, co muszę poukładać jeszcze w głowie.
Wzięłam ostatni głęboki wdech dzisiejszego poranka i ruszyłam
sama do domu, bo Ryś zdążył już zniknąć wśród drzew.

Komentarze
Prześlij komentarz