II Szept Olbrzyma
Biały,
lutowy śnieg okrył gałązki nadmorskich drzew, na które patrzyłam
z zadartą głową. Wyjątkowość dzisiejszego dnia przywiodła mnie
pod najwyższy klif Wybrzeża Bez Zachodu. Na jego
szczycie chcę doznać Niesamowitego i mimo zimowej pory, która
ma z tym dniem wiele wspólnego, nie byłaby to jej zasługa. Po
raz pierwszy w życiu wyruszyłam na najbardziej wyjątkowe przeżycie
w całym roku, spotkanie Olbrzyma z lasem.
Wybrałam
najciekawszą ścieżkę, taką po której spacer przynosi wzniosłej
osobie niezwykłość w tym co zwyczajne. Szłam wzdłuż klifu obok
buków i sosen podkreślających majestatycznie swoje smukłe, proste
pnie. Zawędrowałam na najwyższy punkt by znaleźć się jak
najbliżej Olbrzyma, który za trzy dni ukryje się przed wzrokiem
ludzi. Liczę, że wcześniej uraczy mnie swoją obecnością.
Uśmiechnęłam się na myśl przeżycia Niesamowitego i zaczęłam
rozglądać się po lesie.
Na
szczycie siła wiatru jest dotkliwsza niż pod klifem; słyszalna w
trzepoczącej czarnej wstążce na moich włosach i trzaskach
łamanych gałązek sosnowych. Pomyślałam, że zaczekam właśnie
tutaj, wśród nieokiełznanego żywiołu. Zebrałam kilka zielonych
gałązek i usiadłam na nich okrywszy się peleryną.
Po
wysłuchaniu z jaką częstotliwością rozbijają się fale morskie
o klif i przyjrzeniu się fałdom kory na trzeciej już sośnie,
wstąpiły we mnie myśli zwątpienia. Może nauczyłam się
dokonywać złych wyborów i znalazłam się na niewłaściwej
ścieżce.
-
W zimowym lesie, na szyszkach i igliwiu siedzę ja, samotna
dziewczyna w zielonej pelerynie czekająca na szept, którego może
nigdy nie usłyszy.
Niespokojne
myśli kłębiły się i kłębiły. Doznałam samotności, w której
nie ufałam własnemu rozumowaniu. Chciałam zwinąć się w kłębek,
usnąć i obudzić się, gdy wszystko będzie radosne tak jak
w pierwszych krokach wycieczki. Siedziałam bez ruchu,
a wiatr mroził moje mokre od łez policzki. Zawładnęło mną
silne łaknienie doświadczania zimna, byleby poczuć coś
innego od krzyczących myśli. Szukając miejsca, gdzie
najbardziej hulał wiatr, stanęłam na krawędzi klifu.
Nie
wiedziałam wówczas, że to Olbrzym sprowokował we mnie tą
rozpacz.
Próbowałam
ugasić narastający niepokój spokojem aż znalazłam się
w dziwnie znajomej pustce. Przestałam cokolwiek słyszeć na
zewnątrz i wewnątrz mnie. Rozpoznałam jedynie szaleńcze bicie
mojego serca.
Wiatr
rozszalał się jeszcze bardziej, a ja wpatrywałam się w dal. Biały
krajobraz ciągnął się aż po horyzont jasną krawędzią tafli
wody. Ogarnęło mnie wewnętrzne ciepło jak wtedy, gdy
przypominasz sobie chwile pełnego szczęścia.
Uratowana
przed łzami przez wiatr, doświadczałam poczucia piękna samej
siebie i świata. Niesamowitość chwili była tu i
teraz. Przeżywałam ją, ale nie sama, bo przede mną stał
białowłosy, dumny lis z czarną kokardką na szyi wyróżniającą
się na tle jasnego krajobrazu. Stał i patrzył.
Kucnęłam
by spojrzeć w jego oczy. Serce zabiło mi jeszcze mocniej,
kiedy lis zbliżył się do mnie. Otarł się o moja pelerynę i
poszedł w kierunku lasu. Czy to był koniec
Niesamowitego? Odwróciłam się za zwierzęciem które czekało
na mnie kilka kroków dalej.
Okazało
się później, że nie tylko ja wybrałam się w ten dzień na
spotkanie z Olbrzymem.
Kontynuowaliśmy
szlak, którym weszłam na klif. Od przeżycia żywiołu wiatru nie
opuszczało mnie poczucie szczęścia. Podążając za lisem
czerpałam przyjemność z przebywania drogi nie zastanawiając
się nad jej celem. Serce podpowiadało mi, że idę w dobra stronę.
-
Z kim mam przyjemność wędrować? Bo ja nazywam się Cukinia i
wybrałam się tą ścieżką na poznanie Niesamowitego.
Lis
przytaknął, lecz niestety nie odpowiedział na moje pytanie.
Wykorzystałam nasze spokojne milczenie by przyjrzeć się
towarzyszowi, co z racji późniejszych wydarzeń okazało się
najlepszą szansą.
Podejrzewałam,
że liskowi podoba się mój wpatrzony w niego wzrok, bo od czasu do
czasu mruczał radośnie coś pod nosem.
Wspomniałam
wcześniej, że lisek jest biały, ale czy zaznaczyłam, że biel
jego futerka była tak delikatna i puszysta jak świeżo ułożony
śnieg? Niektóre niteczki połyskiwały w promieniach słońca,
podobnie jego błyszczące, błękitne oczy ułożone miękko wśród
białych włosów. Podziwiałam estetykę tego zwierzęcia aż po
aksamitną, czarną kokardkę, która teraz wydawał się jakby była
tu od zawsze, idealnie dobrana z całej gamy barw, faktur i
kształtów. Piękno w proporcji i blasku.
Las
się przerzedzał, nad nami odsłaniało się słoneczne niebo.
Ścieżka zaprowadziła nas na rozdroża do których nigdy nie
doszłam. Od momentu poznania lisa poczuwałam się do
myśli, że to on prowadzi podróżą. Kiedy stanęliśmy
zauważyłam, że jesteśmy na jednej z pięciu ścieżek
rozchodzących się w pięć stron świata. Pośrodku polany, do
słupka przybite były strzałki. Widziałam, że wypisane są na
nich nazwy. Może podpowiedziałyby, gdzie się znajdujemy.
Gdy
tylko ruszyłam w kierunku znaku, ponownie zerwał
się silny wiatr, tym razem tak silny, że zakręcił
strzałkami i śniegiem znajdującym się wokoło tworząc zamieć.
Wkrótce ścieżki, drzewa i niebo zatonęły w kłębach śniegu.
Powietrze przybrało formę mgły, przez którą ciężko było
cokolwiek zobaczyć czy nawet przejść. Nie była to zwyczajna
pogoda.
Nie
słyszałam nic oprócz świstu i ledwo słyszalnych szeptów.
Pomyślałam, że w pobliżu jest Olbrzym i zdenerwował się, że
ktoś zakłóca jego przybycie. Zorientowałam się po chwili, że
przede mną stoi lis. Wyglądał na spokojnego, jakby wiedział, że
nic nas nie skrzywdzi. Patrzył w moim kierunku, ale nie na mnie. Za
mną w jednym miejscu jaśniało powietrze i gałęzie
drzew nie wyginały się tak mocno jak w wirze. Ponownie poczułam
siłę wiatru. Nie mogliśmy zostać tu dłużej, lis ruszył w
stronę światełka, a ja za nim.
Wichura
ustała, ale nie szepty. Zbyt wiele i zbyt ciche jak na Olbrzyma.
Może to drzewa? Biegałam od jednego pnia do drugiego, lecz szepty
nie stawały się ani wyraźniejsze ani głośniejsze. Nic nie
rozumiałam. Lis, który ciągle szedł przede mną rozkoszował się
chwilą. Widziałam u niego całą gamę emocji, tonął czasami
w myślach jakby nasłuchiwał rytmu krwi płynącej w
żyłach. Spojrzał nagle na mnie i odezwał się:
-
Cukinio, widzę, że chciałabyś dowiedzieć się co się dzieje.
Niedługo się rozstaniemy, dlatego moje imię nie ma tutaj
znaczenia. Na początku zapytam Cię, czy słyszałaś kiedyś o
Lesie Ścieżek?
Zaskoczył
mnie, choć cieszyłam się, że piękna istotka w końcu podjęła
rozmowę.
-
Miło mi Cię poznać Lisie. O Lesie Ścieżek czytałam w
baśniach. Podobno kroczą nimi wszyscy ludzie na ziemi.
-
Tak, dobrze pamiętasz. Na początku wyprawy wybrałaś swoją
ścieżkę i później w nią zwątpiłaś. Mimo wszystko jesteś
tutaj. Nie poddałaś się i pragnąc Niesamowitego poszłaś za
nieznajomym, dzikim zwierzęciem. Choć sam fakt przeżycia siły
wiatru był niesamowity, prawda?
-
Prawda – uśmiechnęłam się.
-
Nie ważne którą ścieżkę wybrałabyś na początku, na każdej
odkryłabyś coś innego i nadal niesamowitego.
Lisek
usiadł na upadłym konarze drzewa. Przysiadłam obok niego.
-
Nie byłoby Cię tutaj gdybyś nie chciała usłyszeć szeptu
Olbrzyma. Otóż już go usłyszałaś i nadal słyszysz.
Jest tak potężny, że szeptem są jego myśli a każda z nich
odbija się od przedmiotów razem z ich myślami i tworzy się szmer
taki jak tutaj. Gdy dobrze się przysłuchasz, usłyszysz, jak
śpiewają drzewa i śmieją się kwiaty. Poznasz, że nawet rośliny
nie różnią się niczym od zwierząt czy ludzi.
Lis
zamknął oczy i zamruczał. Również zamknęłam oczy i mimo, że
nie mogłam usłyszeć żadnych słów, cieszyłam się całym
sercem, że jestem tutaj.

Komentarze
Prześlij komentarz